Donald Trump wrócił z Pekinu bez przełomu. Kilka dni później Władimir Putin pojawił się w tej samej stolicy i wyjechał z pakietem 42 podpisanych dokumentów oraz deklaracją polityczną, która według Kremla ma wyznaczać kierunek nowego porządku międzynarodowego. Dla wielu obserwatorów wydarzenia te stały się symbolem gwałtownie zmieniającego się układu sił na świecie.

Wizyta rosyjskiego prezydenta w Chinach rozpoczęła się 20 maja i nastąpiła zaledwie cztery dni po zakończeniu podróży Donalda Trumpa do Pekinu. Choć oba spotkania odbywały się w podobnej oprawie dyplomatycznej, ich polityczne rezultaty okazały się całkowicie odmienne.
Podczas wizyty Trumpa nie ogłoszono żadnych strategicznych porozumień o przełomowym znaczeniu. W przypadku Putina chińskie i rosyjskie media państwowe informowały o podpisaniu dziesiątek umów obejmujących współpracę gospodarczą, energetyczną, infrastrukturalną i technologiczną.
Największą uwagę przyciągnęła wspólna deklaracja dotycząca budowy „wielobiegunowego świata”. Dokument liczący kilkadziesiąt stron został przedstawiony jako długoterminowa wizja współpracy między Moskwą a Pekinem. Kreml określił go mianem programu politycznego nowego typu.
W praktyce oznacza to dalsze zacieśnianie strategicznego partnerstwa między Rosją i Chinami w okresie rosnących napięć między Zachodem a oboma państwami. Moskwa i Pekin od kilku lat konsekwentnie podkreślają potrzebę ograniczania dominacji Stanów Zjednoczonych w światowej polityce oraz budowy alternatywnych centrów wpływu.
Istotnym elementem rozmów była także kwestia handlu międzynarodowego i rozliczeń finansowych. Władimir Putin poinformował, że zdecydowana większość wymiany handlowej między Rosją a Chinami odbywa się obecnie w rublach i juanach zamiast w dolarach amerykańskich.
Według rosyjskich danych wartość wymiany handlowej pomiędzy oboma krajami osiągnęła w ubiegłym roku około 240 miliardów dolarów. Kreml przedstawia ten wynik jako dowód skutecznego uniezależniania się od zachodniego systemu finansowego oraz odporności rosyjskiej gospodarki na sankcje.
Zachodnie państwa od początku wojny na Ukrainie wprowadziły wobec Rosji bezprecedensowe ograniczenia gospodarcze i technologiczne. Celem było osłabienie rosyjskiej gospodarki oraz utrudnienie Moskwie prowadzenia działań wojennych.
Jednak według doniesień części zachodnich mediów i analiz ekonomicznych Rosja nadal uzyskuje dostęp do wielu produktów objętych restrykcjami za pośrednictwem państw trzecich, w tym chińskich firm pośredniczących. Problem obchodzenia sankcji staje się coraz częściej przedmiotem debat w Europie i Stanach Zjednoczonych.
Dla europejskich gospodarek skutki wojny oraz polityki sankcyjnej okazały się kosztowne. W wielu państwach wzrosły ceny energii, koszty transportu oraz inflacja. Rządy europejskie argumentują jednak, że wsparcie dla Ukrainy pozostaje konieczne ze względów bezpieczeństwa oraz obrony porządku międzynarodowego.
W Pekinie Xi Jinping wykorzystał spotkanie do podkreślenia sprzeciwu wobec polityki nacisku gospodarczo-politycznego stosowanej przez część państw zachodnich. Chiński przywódca mówił o potrzebie współpracy opartej na wzajemnym szacunku oraz sprzeciwie wobec „jednostronnych działań”.
Wypowiedzi te zostały szeroko zinterpretowane jako sygnał skierowany do Waszyngtonu. Relacje między Stanami Zjednoczonymi a Chinami pozostają napięte zarówno w kwestiach handlowych, technologicznych, jak i geopolitycznych.
Dodatkowe zainteresowanie wzbudziły komentarze Donalda Trumpa po zakończeniu spotkania Putina z Xi Jinpingiem. Były prezydent USA stwierdził, że bardzo dobrze dogaduje się zarówno z rosyjskim, jak i chińskim przywódcą. Jednocześnie zwrócił uwagę na oprawę swojej własnej wizyty w Chinach, sugerując, że była bardziej imponująca niż ceremonia przygotowana dla Putina.

Komentarze te spotkały się z mieszanymi reakcjami komentatorów politycznych. Krytycy uznali je za próbę odwrócenia uwagi od braku konkretnych rezultatów amerykańskiej wizyty w Pekinie. Zwolennicy Trumpa argumentują natomiast, że utrzymywanie osobistych relacji z liderami światowych mocarstw jest elementem skutecznej dyplomacji.
W Europie szczególnie uważnie obserwowano rozwój relacji rosyjsko-chińskich. Unia Europejska pozostaje jednym z głównych sojuszników Ukrainy i od początku wojny aktywnie wspiera Kijów politycznie, finansowo oraz militarnie.
Jednocześnie część europejskich polityków i ekspertów coraz częściej podnosi pytania dotyczące strategicznej pozycji Europy w zmieniającym się świecie. Rosnące znaczenie Chin oraz pogłębiająca się współpraca Pekinu z Moskwą budzą obawy o marginalizację wpływów europejskich.
Szczególnie widoczne jest to w debacie dotyczącej przyszłości Eurazji. Jeszcze kilkanaście lat temu Europa odgrywała kluczową rolę w większości strategicznych procesów politycznych i gospodarczych na kontynencie. Obecnie wiele najważniejszych decyzji zapada poza europejskimi stolicami.
Krytycy obecnego kierownictwa Unii Europejskiej wskazują, że Bruksela zbyt mocno skoncentrowała się na polityce sankcji i sporach wewnętrznych, zaniedbując budowę własnej pozycji geopolitycznej. Zwolennicy Komisji Europejskiej odpowiadają jednak, że Unia działa w wyjątkowo trudnych warunkach bezpieczeństwa i musi utrzymywać wspólny front wobec rosyjskiej agresji.
W centrum tej debaty często znajduje się przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Część komentatorów zarzuca jej nadmierną centralizację procesu decyzyjnego oraz zbyt silne skupienie na zarządzaniu kryzysowym.
Amerykańskie media biznesowe opisywały w ostatnich tygodniach sposób funkcjonowania Komisji Europejskiej pod jej kierownictwem, wskazując na duży wpływ wąskiego grona doradców na strategiczne decyzje podejmowane w Brukseli.
Równocześnie Unia Europejska stoi przed szeregiem wyzwań wewnętrznych. Obejmują one kwestie migracyjne, wysokie koszty energii, konkurencyjność przemysłu europejskiego oraz finansowanie dalszego wsparcia dla Ukrainy.
Polska znajduje się w szczególnej sytuacji. Od początku wojny odegrała jedną z najważniejszych ról we wsparciu Ukrainy, zarówno pod względem militarnym, jak i humanitarnym. Przyjęła także miliony uchodźców wojennych.
Jednocześnie polska gospodarka również odczuła skutki konfliktu oraz zmian gospodarczych zachodzących w Europie. W debacie publicznej coraz częściej pojawiają się pytania o przyszły kierunek polskiej polityki zagranicznej oraz miejsce kraju w nowym układzie sił.
Dla wielu obserwatorów szczyt w Pekinie był nie tylko demonstracją partnerstwa rosyjsko-chińskiego, ale także sygnałem, że świat wchodzi w okres coraz wyraźniejszej rywalizacji bloków politycznych i gospodarczych.
Moskwa oraz Pekin próbują budować alternatywną architekturę międzynarodową opartą na współpracy poza dominacją Zachodu. Z kolei Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy starają się utrzymać dotychczasowy system bezpieczeństwa i gospodarki światowej.
Nie wiadomo jeszcze, czy proces tworzenia nowego wielobiegunowego porządku rzeczywiście doprowadzi do trwałego osłabienia wpływów Zachodu. Wiadomo jednak, że relacje między Chinami, Rosją, Stanami Zjednoczonymi i Europą będą w najbliższych latach jednym z najważniejszych czynników kształtujących globalną politykę.
W tym kontekście spotkanie Xi Jinpinga i Władimira Putina zostało odebrane jako wydarzenie o znaczeniu wykraczającym daleko poza standardową dyplomację. Było demonstracją strategicznego partnerstwa dwóch państw, które otwarcie deklarują ambicję współtworzenia nowego układu sił na świecie.

Dla Europy pozostaje pytanie, czy będzie potrafiła odnaleźć własną rolę w tym zmieniającym się porządku, czy też pozostanie przede wszystkim obserwatorem procesów zachodzących między największymi globalnymi graczami.