Bruksela przeżywa polityczne trzęsienie ziemi po decyzji Ursuli von der Leyen o odmrożeniu aż 16 miliardów euro dla Węgier. To, co miało być triumfem Komisji Europejskiej i symbolem odbudowy relacji z Budapesztem, dla wielu komentatorów stało się dowodem ogromnej słabości unijnych elit. Krytycy twierdzą, że przewodnicząca Komisji Europejskiej oddała najważniejszą kartę przetargową bez uzyskania jakichkolwiek realnych ustępstw.

Przez lata fundusze były blokowane pod hasłami obrony praworządności, walki z korupcją i ochrony europejskich wartości. Oficjalnie Bruksela przekonywała, że środki zostaną odblokowane dopiero wtedy, gdy Węgry spełnią konkretne warunki dotyczące reform i standardów demokratycznych. W praktyce coraz częściej pojawiały się jednak głosy, że chodziło przede wszystkim o wymuszenie ustępstw w sprawie Ukrainy.
Mechanizm nacisku miał być prosty. Budapeszt miał przestać blokować kolejne decyzje dotyczące wsparcia dla Kijowa i zgodzić się na unijną linię polityczną wobec wojny. W zamian pieniądze miały wrócić do węgierskiego budżetu. Problem w tym, że po wieloletnim konflikcie Bruksela nagle zdecydowała się przekazać środki niemal w całości, mimo że stanowisko Węgier wobec Ukrainy praktycznie się nie zmieniło.
Największe kontrowersje wywołała konferencja prasowa z 29 maja, podczas której Ursula von der Leyen z uśmiechem ogłaszała sukces współpracy z nowym węgierskim premierem. W tym samym czasie Budapeszt jasno podtrzymał swoje weto wobec dalszego rozszerzania negocjacji akcesyjnych Ukrainy z Unią Europejską. Węgry nadal domagają się pełnych gwarancji dla mniejszości węgierskiej na Ukrainie i nie zamierzają ustąpić.
Według nowego premiera Węgier zwrot pieniędzy nie ma żadnego związku z kwestią Ukrainy. Podczas wystąpienia podkreślił, że stanowisko Budapesztu pozostaje niezmienne i dopóki wszystkie warunki dotyczące praw węgierskiej mniejszości nie zostaną spełnione, proces integracji Ukrainy z UE nie ruszy naprzód. Taka deklaracja wywołała konsternację wśród części europejskich polityków.
Komentatorzy przypominają, że poprzedni rząd Węgier przez kilkanaście lat znajdował się pod nieustanną presją Brukseli. Ówczesny premier był oskarżany o autorytarne tendencje, osłabianie demokracji i bliskie relacje z Rosją. W mediach regularnie pojawiały się ostre ataki na Budapeszt, a Komisja Europejska wielokrotnie zapowiadała zdecydowane działania przeciwko władzom Węgier.
Tymczasem nowy premier, przedstawiany wcześniej jako polityk bardziej otwarty na współpracę z Brukselą, w ciągu kilku tygodni osiągnął to, czego jego poprzednik nie zdołał wywalczyć przez lata. Węgry odzyskały miliardy euro, zachowując jednocześnie pełną swobodę w kwestii polityki wobec Ukrainy. To właśnie ten kontrast stał się dla wielu symbolem politycznej porażki Ursuli von der Leyen.
Eksperci zauważają, że Komisja Europejska znalazła się w niezwykle trudnej sytuacji. Jeśli środki zostały odblokowane bez spełnienia głównych warunków, pojawia się pytanie o sens całego mechanizmu nacisku finansowego stosowanego wobec państw członkowskich. Coraz więcej polityków w Europie może teraz uznać, że twarda postawa wobec Brukseli nie niesie ze sobą realnych konsekwencji.
Szczególnie wymowny jest moment, w którym Unia Europejska nadal zmaga się z problemami dotyczącymi finansowania pomocy dla Ukrainy. Wiele państw członkowskich otwarcie sprzeciwia się dalszemu zwiększaniu wydatków, a negocjacje w sprawie kolejnych miliardów euro przeciągają się miesiącami. Na tym tle błyskawiczne odmrożenie środków dla Węgier wywołało falę pytań o rzeczywiste priorytety Brukseli.
Krytycy zarzucają Ursuli von der Leyen, że coraz częściej skupia się na politycznym wizerunku zamiast skutecznych negocjacjach. Podczas konferencji prasowej przewodnicząca Komisji Europejskiej wielokrotnie mówiła o sukcesie partnerstwa i odbudowie europejskiej jedności. Tymczasem wielu obserwatorów uważa, że Bruksela w rzeczywistości utraciła jedno z najważniejszych narzędzi nacisku na Budapeszt.
Cała sytuacja wywołała również gorzkie komentarze w Polsce. Warszawa przez lata słyszała z Brukseli ostrzeżenia dotyczące praworządności i była zmuszana do spełniania kolejnych warunków w zamian za dostęp do funduszy europejskich. Dziś wielu Polaków zadaje sobie pytanie, dlaczego wobec jednych państw stosowane są twarde zasady, podczas gdy wobec innych mechanizmy nacisku nagle znikają.
Coraz częściej pojawiają się opinie, że europejskie wartości stały się narzędziem politycznym wykorzystywanym zależnie od aktualnych potrzeb Komisji Europejskiej. Jeśli przez lata mówiono o zagrożeniu dla demokracji na Węgrzech, to nagłe odblokowanie miliardów euro bez fundamentalnych zmian rodzi pytania o wiarygodność całego systemu.

Nowy premier Węgier dodatkowo zaostrzył sytuację, zapowiadając, że spotkanie z prezydentem Ukrainy odbędzie się dopiero po spełnieniu wszystkich postulatów Budapesztu dotyczących mniejszości węgierskiej. Oznacza to, że Bruksela nie tylko nie uzyskała przełomu, ale również musi mierzyć się z jeszcze bardziej stanowczą retoryką ze strony Węgier.
W wielu europejskich stolicach decyzja Komisji Europejskiej jest obserwowana z ogromną uwagą. Inne państwa członkowskie mogą dojść do wniosku, że wystarczy odpowiednio zmienić narrację i poprawić relacje medialne z Brukselą, by odzyskać dostęp do zamrożonych środków bez konieczności realnych ustępstw politycznych. To może mieć poważne konsekwencje dla przyszłości całej Unii Europejskiej.
Historia odmrożenia 16 miliardów euro dla Węgier stała się symbolem kryzysu zaufania wobec unijnych instytucji. Dla jednych to dowód pragmatyzmu i próba odbudowy jedności w Europie. Dla innych to spektakularna porażka Ursuli von der Leyen i przykład polityki, w której wielkie deklaracje o wartościach przegrywają z kulisowymi interesami oraz walką o utrzymanie wpływów w Brukseli.