Friedrich Merz pod ostrzałem po serii kontrowersyjnych wystąpień. Niemcy tracą wpływy, a Waszyngton odpowiada wycofaniem wojsk

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz znalazł się w centrum gwałtownej politycznej burzy po serii publicznych wystąpień, które wywołały ostrą reakcję zarówno w Niemczech, jak i za granicą. W ciągu kilku dni niemiecki przywódca został wygwizdany podczas kongresu związków zawodowych, skrytykowany przez amerykańskich polityków, a decyzja Pentagonu o wycofaniu części wojsk z Niemiec tylko podgrzała atmosferę wokół jego polityki.
Wszystko rozpoczęło się podczas Kongresu Federacji Związków Zawodowych w Berlinie. Na sali znajdowało się około 400 delegatów, obecne były kamery telewizyjne, a wystąpienie kanclerza miało dotyczyć sytuacji gospodarczej oraz przyszłości niemieckiego rynku pracy. Zamiast spokojnego przyjęcia Merz spotkał się jednak z gwizdami i śmiechem części zgromadzonych.
Przewodnicząca związków zawodowych Yasmin Fahimi przypomniała rządowi, że Niemcy już wcześniej zaakceptowali podniesienie wieku emerytalnego, ograniczenie wcześniejszych emerytur oraz obniżki świadczeń socjalnych. W ostrych słowach pytała, jakie kolejne wyrzeczenia mają ponieść zwykli obywatele. Krytycy kanclerza uznali, że jego odpowiedzi były niejasne i oderwane od realnych problemów społeczeństwa.
Kilka dni później sytuacja eskalowała jeszcze bardziej. Podczas wizyty w szkole w Marsbergu w zachodnich Niemczech Merz niespodziewanie poruszył temat polityki międzynarodowej oraz konfliktu z Iranem. W obecności uczniów stwierdził, że Stany Zjednoczone „nie mają żadnej strategii”, a amerykański naród jest „upokorzony” przez irańskie władze oraz Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej.
Słowa te natychmiast odbiły się szerokim echem w mediach społecznościowych i politycznych kręgach Waszyngtonu. Były prezydent USA Donald Trump odpowiedział publicznie, zarzucając niemieckiemu kanclerzowi brak wiedzy i kompetencji w sprawach geopolitycznych. Według relacji amerykańskich komentatorów reakcja w Waszyngtonie była wyjątkowo chłodna.
Niedługo później amerykański sekretarz obrony Pete Hegseth miał podpisać decyzję dotyczącą wycofania około 5000 amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Niemczech. Choć oficjalnie nie potwierdzono bezpośredniego związku między słowami Merza a decyzją Pentagonu, niemieckie media oraz część opozycji zaczęły otwarcie mówić o poważnym kryzysie w relacjach Berlinu z Waszyngtonem.
Dodatkowe kontrowersje wywołało kolejne wystąpienie kanclerza podczas forum katolickiego w Würzburgu. Merz miał tam publicznie sugerować, że nie zachęcałby własnych dzieci do wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Niedługo później poinformował jednak o „dobrej rozmowie telefonicznej” z Donaldem Trumpem, co wywołało falę oskarżeń o hipokryzję i brak konsekwencji.
Bardzo ostro zareagował były ambasador USA w Niemczech Richard Grenell, który zarzucił Merzowi dwulicowość oraz brak strategicznego myślenia. Według Grenella niemiecki kanclerz zachowuje się zupełnie inaczej podczas rozmów w Waszyngtonie niż przed własną publicznością w Niemczech.
W tym samym czasie w Pekinie trwały rozmowy handlowe między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Według komentatorów niemiecki biznes miał zostać praktycznie pominięty w kluczowych negocjacjach gospodarczych. Krytycy rządu twierdzą, że Berlin traci wpływy międzynarodowe właśnie w momencie, gdy światowe mocarstwa budują nowe układy gospodarcze i strategiczne.

Coraz częściej pojawiają się również porównania z polityką innych europejskich liderów. Premier Słowacji Robert Fico otwarcie sprzeciwia się części unijnych planów dotyczących sankcji wobec Rosji i polityki energetycznej. Z kolei premier Włoch Giorgia Meloni aktywnie zabiega o kontrakty energetyczne na Bliskim Wschodzie.
Na Węgrzech nowy premier Péter Magyar, mimo wcześniejszych deklaracji o bardziej proeuropejskim kursie, nie zdecydował się na zerwanie kluczowych umów energetycznych podpisanych jeszcze za czasów Viktor Orbán. Dla wielu obserwatorów jest to dowód, że nawet nowi liderzy Europy Środkowej coraz częściej kierują się pragmatyzmem gospodarczym zamiast ideologicznymi deklaracjami.
W polskiej debacie również pojawiają się głosy ostrzegające przed osłabieniem relacji transatlantyckich. Polska od lat inwestuje znaczne środki w rozwój współpracy wojskowej ze Stanami Zjednoczonymi i konsekwentnie zwiększa wydatki na obronność. Eksperci podkreślają, że obecność amerykańskich wojsk w Europie Środkowej pozostaje jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa regionu.
Dodatkowym źródłem krytyki wobec Merza stała się jego wcześniejsza działalność zawodowa. Niemieckie media przypomniały, że przez lata był związany z amerykańskim gigantem inwestycyjnym BlackRock, gdzie zajmował wysokie stanowiska i pobierał znaczne wynagrodzenie. Przeciwnicy polityczni zarzucają mu dziś, że przez lata korzystał z relacji z amerykańskim biznesem, a obecnie prowadzi antyamerykańską retorykę na użytek krajowej polityki.
Były redaktor naczelny tabloidu Bild, Julian Reichelt, określił zachowanie kanclerza jako „brak kontroli impulsów”. Komentarz ten odbił się szerokim echem w niemieckiej debacie publicznej, ponieważ Bild pozostaje jednym z najbardziej wpływowych mediów w kraju.
Tymczasem niemiecka gospodarka nadal zmaga się z wysokimi kosztami energii, spowolnieniem przemysłowym oraz problemami eksportowymi. Część przedsiębiorców obawia się, że pogarszające się relacje z Waszyngtonem mogą dodatkowo osłabić pozycję Niemiec na globalnym rynku.
W europejskich stolicach coraz częściej pojawia się pytanie, czy Berlin nie traci swojej pozycji politycznego lidera Unii Europejskiej. Jeszcze kilka lat temu Niemcy były postrzegane jako główny motor integracji europejskiej oraz najważniejszy partner gospodarczy kontynentu. Dziś jednak wielu komentatorów mówi o chaosie komunikacyjnym, rosnących napięciach wewnętrznych oraz coraz większym dystansie między Berlinem a Waszyngtonem.
Krytycy Merza twierdzą, że jego wystąpienia są skierowane głównie do krajowej opinii publicznej i mają budować popularność wśród części elektoratu rozczarowanego sytuacją gospodarczą. Zwolennicy kanclerza odpowiadają jednak, że Niemcy potrzebują bardziej niezależnej polityki zagranicznej i większej autonomii wobec Stanów Zjednoczonych.

Na razie jedno pozostaje pewne — ostatnie tygodnie przyniosły serię wydarzeń, które znacząco osłabiły wizerunek niemieckiego przywództwa. W chwili gdy Europa mierzy się z wojną na Ukrainie, kryzysem energetycznym i globalną rywalizacją gospodarczą, Berlin zamiast stabilności wysyła sygnały chaosu i politycznych napięć.