WARSZAWA, Polska — W poruszającym, pełnym osobistych wspomnień i geopolitycznych refleksji wywiadzie, były premier Rzeczypospolitej Polskiej Leszek Miller dokonał głębokiej analizy współczesnego kierunku Unii Europejskiej oraz złożył hołd jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej sceny politycznej, Andrzejowi Lepperowi.
Były szef rządu nie szczędził krytyki pod adresem obecnego kierownictwa Wspólnoty, stwierdzając stanowczo, że Unia Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen przekształciła się de facto w wojskowy sztab generalny, który niemal całkowicie koncentruje swoje zasoby oraz uwagę na trwającym konflikcie zbrojnym na Ukrainie.

Miller przypomniał z mocą, że pierwotnym celem integracji europejskiej nie było stworzenie militarnego antidotum na wojnę, lecz wielka, dziejowa obietnica zachowania pokoju, walki o dobrobyt obywateli oraz zagwarantowanie młodemu pokoleniu Europejczyków najwyższego poziomu edukacji i stabilnego rozwoju społeczno-gospodarczego.
Według doświadczonego polityka lewicy, Bruksela przyjęła obecnie głęboko fałszywe priorytety, które – jeśli nie zostaną natychmiast zweryfikowane – będą systematycznie i drastycznie pogłębiać dystans technologiczny oraz ekonomiczny dzielący Europę od Stanów Zjednoczonych oraz innych dynamicznie rozwijających się mocarstw globalnych.
W kontekście reform instytucjonalnych, były premier jednoznacznie opowiedział się przeciwko utrzymaniu zasady jednomyślności w Radzie Europejskiej, nazywając mechanizm weta współczesną bronią atomową, która działa niszcząco we wszystkich kierunkach i może paraliżować kluczowe dla Polski projekty rozwojowe.
Miller odwołał się przy tym do bolesnych lekcji z historii Polski, przypominając destrukcyjne skutki szlacheckiego Liberum Veto, które pozwalało zrywać sejmy pod byle pretekstem, często za zagraniczne pieniądze podsypywane przez sąsiednie mocarstwa, co w konsekwencji doprowadziło do upadku i rozbiorów I Rzeczypospolitej.
Wspominając swoje dawne relacje z Andrzejem Lepperem, z którym połączyła go burzliwa współpraca polityczna pod koniec lat dziewięćdziesiątych, Miller opisał lidera Samoobrony jako autentyczny, niebywały talent ludowej polityki, który dzięki twardej pracy wdrapał się z samych nizin na sam szczyt władzy.
Lider Samoobrony musiał pokonać na swojej drodze tysiące przeciwności, będąc przez lata obiektem drwin i niewybrednych żartów ze strony wielkomiejskich salonów, tak zwanej „warszawki”, która nie potrafiła dostrzec w nim zdeterminowanego przywódcy reprezentującego interesy zubożałej polskiej wsi.
Miller podkreślił, że gdy Lepper zaczął pełnić funkcję wicepremiera i ministra rolnictwa, podróżując do Brukseli, zachodni dyplomaci byli pełni autentycznego podziwu dla jego merytorycznego przygotowania, szerokiej wiedzy branżowej oraz niezwykłej zdolności do twardej obrony interesów polskich rolników.
W opinii byłego premiera, historia Polski po 1989 roku zna tylko dwa tak wybitne, samorodne talenty polityczne pochodzące bezpośrednio z ludu, które potrafiły w pełni wykorzystać swoją dziejową szansę: legendarnego przywódcę Solidarności Lecha Wałęsę oraz właśnie tragicznie zmarłego Andrzeja Leppera.

Nawiązując do wspólnego startu z list Samoobrony w wyborach parlamentarnych w 2007 roku, Leszek Miller uderzył się w pierś, nazywając tę decyzję swoim ogromnym błędem politycznym, podyktowanym wówczas najgorszymi ludzkimi instynktami, takimi jak żądza politycznego rewanżu na dawnych towarzyszach.
Jednocześnie były szef rządu stanął w obronie działaczy Samoobrony, wspominając ich jako ludzi ciężkiej, uczciwej pracy, którzy odeszli od pługa, by walczyć o swoje prawa, i podkreślił, że całkowite zniszczenie tego ruchu było głęboko niesprawiedliwe dla polskiego społeczeństwa.
Miller ujawnił również kulisy swoich prywatnych spotkań z Lepperem, opisując go jako człowieka o spracowanych, potężnych dłoniach, i przypomniał, że to właśnie z jego osobistej rekomendacji lider Samoobrony objął prestiżową funkcję wicemarszałka Sejmu, z której jednak szybko spadł przez radykalne wystąpienia.
Zapytany o tajemniczą śmierć Andrzeja Leppera w sierpniu 2011 roku, Miller przyznał, że widział się z nim na krótko przed tragedią i zapamiętał go jako człowieka niezwykle zamyślonego, ponurego, uciekającego myślami w nieznane rejony, co mogło zwiastować zbliżający się kryzys psychiczny.
Były premier dodał jednak, że podczas jego późniejszej wizyty w domu zmarłego polityka, najbliższa rodzina – żona oraz syn – z ogromnym ogniem w oczach przekonywali go, iż Andrzej nie miał żadnych powodów do samobójstwa, a cała sprawa ma drugie, niewyjaśnione dno.
Miller kategorycznie oświadczył, że jego własny życiorys polityczny został ostatecznie zamknięty wraz z końcem kadencji w Parlamencie Europejskim i nie planuje już nigdy startować w żadnych wyborach, co spotkało się z pełną aprobatą i kategorycznym zakazem ze strony jego małżonki.
Wzrastające napięcie społeczne w Polsce oraz wszechobecne awantury polityczne Miller skomentował pouczającą anegdotą z czasów, gdy jako szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji składał oficjalną wizytę w Londynie na zaproszenie rządu Jej Królewskiej Mości, rozmawiając ze swoim brytyjskim odpowiednikiem.
Brytyjski minister opowiadał Millerowi o początkach swojej kariery w Izbie Gmin, gdy jako dwudziestoletni adept polityki otrzymał od starszych konserwatystów zadanie zdobycia mandatu w robotniczym okręgu Liverpoolu, gdzie musiał balansować na granicy ostrego konfliktu religijnego między katolikami a protestantami.
Młody kandydat otrzymał wtedy bezcenną radę, by unikać jakichkolwiek jednoznacznych deklaracji wyznaniowych, ponieważ zyskanie poparcia jednej grupy oznaczało automatyczną i bezpowrotną utratę głosów drugiej strony, co mogło całkowicie przekreślić jego szanse na polityczne przetrwanie w trudnym terenie.
Podczas pierwszego otwartego spotkania z angielskimi wyborcami, jeden z krewkich mieszkańców Liverpoolu podniósł rękę i zadał kandydatowi proste, lecz śmiertelnie niebezpieczne pytanie: „Panie Howard, czy pan jest katolikiem?”, co zmusiło młodego polityka do natychmiastowej, niezwykle elastycznej i dyplomatycznej odpowiedzi.
Opowieść ta posłużyła Millerowi jako metafora współczesnych, głębokich podziałów wewnątrz Unii Europejskiej, gdzie państwa członkowskie zamiast szukać racjonalnego kompromisu gospodarczego, coraz częściej uciekają się do moralnego szantażu i polityki wykluczenia, co osłabia pozycję całej Wspólnoty na arenie międzynarodowej.
Wracając do tematu ukraińskiego, były premier wyraził głębokie zaniepokojenie faktem, że Bruksela, koncentrując się wyłącznie na dostawach broni, zapomina o dyplomatycznych narzędziach zakończenia konfliktu, co w dłuższej perspektywie może doprowadzić do niekontrolowanej eskalacji i wykrwawienia europejskich gospodarek.
Wzrastające uzależnienie Europy od amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa oraz technologii militarnych jest zdaniem Millera bezpośrednim efektem zaniedbań unijnych elit, które przez lata ignorowały ostrzeżenia realistów i budowały swoją polityczną pozycję na pięknych, lecz pozbawionych pokrycia moralnych sonetach.
Wielu komentatorów nadwiślańskiej sceny politycznej dostrzega w słowach byłego premiera gorzką ironię losu, ponieważ to właśnie Leszek Miller wprowadzał Polskę do Unii Europejskiej w 2004 roku, wierząc głęboko, że wprowadza kraj do strefy permanentnego pokoju, stabilności oraz bezprecedensowego sukcesu ekonomicznego.
Dzisiejsza rzeczywistość brukselska, zdominowana przez militarystyczną retorykę i przygotowania do potencjalnego konfliktu z Federacją Rosyjską, stanowi jaskrawy, bolesny kontrast dla przedakcesyjnych ideałów, które przyświecały polskim architektom integracji europejskiej na początku nowego tysiąclecia.
Miller wezwał obecnych liderów politycznych w Warszawie do zachowania maksymalnego rozsądku i pragmatyzmu w relacjach z Unią, ostrzegając przed ślepym popieraniem każdej decyzji płynącej z Berlina czy Paryża, jeśli godzi ona w strategiczne interesy gospodarcze zwykłych obywateli.
Wspomnienie ciężkich dłoni działaczy Samoobrony posłużyło byłemu premierowi jako mocne przypomnienie o zapomnianych klasach społecznych, które ponoszą największe koszty transformacji energetycznej i zielonego ładu narzucanego przez oderwanych od rzeczywistości brukselskich urzędników wysokiego szczebla.
Debata nad zniesieniem prawa weta w strukturach unijnych, którą Miller popiera z zastrzeżeniami, staje się tym samym kluczowym punktem sporu o przyszłość polskiej suwerenności, dzieląc krajową opinię publiczną na zwolenników głębszej federacji oraz obrońców państw narodowych.
Kończąc swój wywód, Leszek Miller wyraził nadzieję, że obecne, głębokie i destrukcyjne podziały drążące polskie dusze i serca za jakiś czas całkowicie znikną, ustępując miejsca racjonalnej dyskusji nad dobrem wspólnym, tak jak miało to miejsce w historii wielu dojrzałych demokracji zachodnich.
Przesłanie byłego premiera pozostawia polskie społeczeństwo z głęboką refleksją nad naturą władzy, ceną kompromisów politycznych oraz pilną potrzebą powrotu do fundamentalnych wartości, które legły u podstaw zjednoczonej Europy, zanim ta przekształciła się w wojenny sztab generalny.